Oszukiwanie w grach RPG to norma. Serio - Mistrz Gry nieustannie "oszukuje" Graczy po to, by dać im więcej frajdy. Przeważnie dotyczy to meta-grania, czyli korzystania z wiedzy nabytej przez daną postać nie podczas gry. Na tym między innymi polega rola Mistrza Gry - by dostarczyć Graczom rozrywki, której chcą. Dowiadują sie więc czego spodziewają się Gracze (czego się boją, czego chcą), a następnie im to dają, by rozgrywka była pełniejsza. Osobiście kiedy słyszę, jak Gracze mówią między sobą "ale byłoby super, gdyby tam dokąd idziemy były wielkie podziemia z potworami i skarbami", uznaje to za świetna okazję do... wpuszczenia Graczy do podziemi. Co w tym złego? Podziemia są fajne. Jeśli pasują do przygody - niech mają!
Istnieje jednak szereg oszustw, których Mistrzowie Gry nie powinni robić. Nawet w imię "lepszych doświadczeń". Oto 3 najważniejsze w mojej opinii.
- ZDRADA. Pisałem już o tym trzy lata temu - nie ma nic złego w zdradzie zaplanowanej w scenariuszu lub wynikającej z sytuacji lub zachowania Graczy, ale kiedy Mistrz Gry nagle ma pomysł "warto by wprowadzić jakąś komplikację, jakieś wydarzenie... już wiem! Niech BN - członek drużyny zdradzi drużynę dla zysku", to jest to oszukiwanie Graczy. Członek drużyny, ktoś związany z bohaterami i oddany im nie powinien zdradzić bez istotnego powodu (na przykład bycia źle przez postacie Graczy potraktowanym). Co innego, kiedy zdrada chodzi mu po głowie od jakiegoś czasu (najlepiej od początku). Wtedy nieco inaczej odgrywamy taka postać. Natomiast jeśli nagle wpada nam do głowy pomysł, by członek drużyny, który nadstawiał karku dla Graczy i był przez nich wyciągany z tarapatów nagle zdradził dla zysku (szczególnie, jeśli wraz z drużyną dzieli się zyskami), to jest to oszustwo.
- POZOROWANY WYBÓR. Jeśli dajesz Graczom wybór, to powinien on mieć znaczenie. Jeśli są dwie drogi, ale wiesz, że którąkolwiek wybiorą, trafią w to samo miejsce i przeżyją tę samą drogę, to jest to oszustwo. W takim razie nie dawaj im wyboru, lub spraw, by wybrali tę drogę, o którą Ci chodzi. Jedyna opcja, kiedy to "przechodzi" to ta, w której bohaterowie znajdują się w labiryncie, magicznej pętli lub śnie, w którym każda droga prowadzi ich do tego samego koszmaru (lub kiedy mają wyjątkowo zły rzut za wyczucie kierunku i gubią się na kilka dni w lesie). Znam scenariusz, w którym z założenia drużyna poszukuje Głównego Złego, który może być w jednym z szeregu miejsc. Drużyna odwiedza więc te miejsca w losowej kolejności, pozyskując wskazówki. W zależności od kolejności pozyskiwania wskazówek, Główny zły jest zawsze w ostatniej lokacji (choć istnieje sposób, by jednej z lokazji nie odwiedzać, więc formalnie jest w przedostatniej). Czy jest to oszustwo tego rodzaju, skoro tak zakłada scenariusz i ma on kilka wersji zależnych od wyborów Graczy? Oceńcie sami.
- Coś musi się stać, więc i tak się stanie. Osobiście lubię, kiedy Gracze mają szansę (nawet jeśli niewielką) wpłynąć na wydarzenia. Jeśli dowiadują się, że jest coś, co powinni powstrzymać, to powinni mieć chociaż szansę. Niestety - "przygoda" wielokrotnie opisuje, jak to wpadają na scenę w ostatniej chwili i o włos nie zdążają. Wiem, że tak bywa, wiem, że to dramatyczne, natomiast jeśli nie dam Graczom szansy, czuję się jak oszust. W mojej ostatniej dużej przygodzie (niestety nigdzie nie publikowanej), miałem jasno określony moment, w którym Gracze mogą jeszcze zdążyć, jeśli połączą kropki, natomiast jeśli otrzymają ostatnią wskazówkę, to znaczy, że maszyna ruszyła i w najlepszym razie zdążą w ostatniej chwili. Wynikało to z charakteru wskazówki (pojawiała się ona wraz z rozpoczęciem pewnych wydarzeń i nie było jej wcześniej).
A na koniec o czymś, co oszustwem jest, ale powtarzam je wielokrotnie, bez wyrzutów sumienia. Epickie walki prowadzę bez (lub prawie bez) liczenia punktów. Jasne - znam rząd wielkości, ale patrzę raczej na to jak współpracuje drużyna, doceniam pomysłowość i widowiskowość, skupiając się na barwnych opisach, a nie na liczeniu punktów. Mogę jedynie liczyć iście epickie ciosy i dawać niewielkie kary za ciosy mniej udane, choć celne - może utrata inicjatywy, ruchu, wymuszone cofnięcie się, brak bonusu z szarży czy wykorzystania zdolności specjalnej w kolejnej rundzie. W zasadzie chodzi mi o to, by tak ważne pojedynki były wyczerpujące i satysfakcjonujące, a nie sprowadzały się do wyliczenia punktów ran i sprowadzenia przeciwnika do zera - to dobre na bandytów i straż miejską. Czy jest to oszustwo? Z całą pewnością. Czy warto? Jeszcze jak! To są najlepsze sesje, bo takie walki toczą się o coś i Gracze zyskują wiedzę, skarby, punkty, artefakty a nierzadko terytorium lub dostęp do kolejnej części scenariusza (potwór broniący portalu czy zagrażający całemu terytorium, przez co jest ono niedostępne). Stawką ze strony Graczy jest natomiast życie, a zatem ryzyko zakończenia Gry.
Warto przy tym pamiętać, że RPG nie jest grą, w której drużyna mierzy się z Mistrzem Gry. Mistrz Gry jest elementem Gry samej w sobie, nie zaś przeciwnikiem. Nie chodzi więc o wygranie z Graczami, ale o podarowanie im doświadczeń, które pragną wynieść z Gry. Oszukiwanie więc jest dopuszczalne (nie jak w szachach), bo nie działa przeciwko Graczom. Niedopuszczalne jest takie, które umniejsza ich ważność lub stoi w sprzeczności z opowieścią.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz