poniedziałek, 17 lutego 2020

Gracze w ryzach scenariusza

Na wstępie przypominam, że nie jestem zwolennikiem gotowych scenariuszy. Zawsze mi w nich czegoś brakuje, a skoro muszę samodzielnie coś dorzeźbić, to wolę zrobi całość. Poza tym zdarzało się, że brakowało mi czasu na RPG, zdarzało się, że brakowało mi Graczy, ale nigdy nie brakowało mi pomysłów. A skoro tak, to rozgrywanie gotowego scenariusza byłoby marnotrawieniem okazji do realizacji własnych pomysłów. 

Elementem niespodziewanym w każdym scenariuszu są Gracze. O ile nie gramy w hermetycznym systemie lochów, gdzie każdą komnatę można opisać, Gracze zawsze władują się tam, gdzie nie miało ich być. Skręcą w innym kierunku, zainteresują się wątkiem pobocznym, czy wręcz nic nie znaczącym opisem. I nie da się tego przewidzieć. I to jest największa frajda! 

Czasem jednak burzy to misternie przygotowany przez Mistrza Gry plan. Pojawia się wtedy pokusa, by zmusić Graczy do powrotu na ścieżkę wyznaczoną przez scenariusz, by ten się nie zmarnował. To niestety szybka droga do scenariusza jednotorowego (railroada). A tego Gracze nie lubią. Co jednak zrobić, aby kawał scenariusza się nie zmarnował? Odpowiedź jest bardzo prosta - niech go nie będzie.

I tutaj dochodzimy do sedna sprawy - jak mieć scenariusz, ale nie dopuścić do jego zmarnowania? Cóż, pisząc dłuższą przygodę (czy kampanię), opisuję jedynie bardzo luźno jej szkielet, oraz dość dokładnie o co chodzi (by wiedzieć do czego dążą przeciwnicy, jak rozwija się świat itp.), ale przygotowując się na sesję, wiem dokładnie tylko to, co wydarzy się na najbliższych dwóch sesjach. Opisuję więc dokładnie wszystkie opcje, jakie mogą pojawić się na najbliższej sesji, łącznie z wątkami pobocznymi. A później opisuję ciąg dalszy wątków, które można kontynuować na następnej sesji - znów, by wiedzieć w którą stronę zmierzają. 

Korzyść z tego taka, że zawsze jestem przygotowany na rozwinięcie akcji w kilku kierunkach, a punktem startowym zawsze jest pozycja Graczy na początku sesji (a nie ileś sesji temu - przecież wszystko mogło się już zmienić). Mam gotowe miejsca i bohaterów niezależnych, którzy z dużym prawdopodobieństwem wystąpią właśnie na najbliższej sesji - dobrze ich znam i pamiętam, co wpływa na jakość prowadzenia i pewność siebie (Mistrz Gry zawsze powinien być pewny siebie). Jeśli jakiś fragment scenariusza zmarnuje się, bo Gracze ruszą w kierunku innej przygody, to nie będzie to duży fragment, nie będzie mi szkoda i elastycznie dopasuję przygodę do nowych warunków. Przerodzi się ona w nową przygodę płynnie i bez żalu, a Gracze być może nawet tego nie zauważą. No i unikam railroada, nie prowadząc Graczy do celu jedną drogą, a zawsze jestem gotowy.

Polecam taki sposób tworzenia scenariuszy, bo jest niezwykle efektywny - każda sesja jest dobrze i drobiazgowo przygotowana, Gracze nie czują się prowadzeni za rączkę, mając pełną swobodę wyboru, a pomysły się nie marnują. Maksymalny efekt przy minimalnym zaangażowaniu czasowym.

wtorek, 11 lutego 2020

Stopień trudności a modyfikator do rzutu

Bardzo wiele systemów, a przynajmniej tych, w których używa się kostek do określania powodzenia działań Graczy, używa pojęcia "stopień trudności". W skrócie, oznacza on wielkość, jaką należy wyrzucić, by osiągnąć sukces. Jeśli więc dysponujemy dwiema kostkami sześciościennymi (2k6), a stopień trudności wynosi 9, to gdy suma oczek na dwóch kościach wyniesie 9, 10, 11 lub 12 (bez przerzutów), test jest zdany. 

Wiele systemów używa także pojęcia modyfikatora do rzutu, często oznaczanego jako, przykładowo 2k6-2, co oznacza, że od wyrzuconej liczby oczek powinniśmy odjąć dwa. I tu właśnie pojawia się pewna niekonsekwencja, czy może uproszczenie, stosowane zarówno przez Mistrzów Gry, jak i przez Graczy. Chodzi o to, że w takiej sytuacji, zazwyczaj po prostu podnoszą stopień trudności, by od razu wiedzieć ile muszą wyrzucić. Jednak modyfikator można często użyć fabularnie i to właśnie do manipulowania wysokością rzutu, a nie stopniem trudności!

Po pierwsze, kiedy rzucając 2k6-2 na stopień trudności 9, wyrzucimy 9 lub 10 (z oczek) i test przegramy dopiero z powodu modyfikatora, który przecież z czegoś wynika, wiemy, że zawinił właśnie ten czynnik. Inaczej mówiąc - jeśli postać strzela do kogoś z łuku, pod wpływem czaru, który mami jej zmysły i nie trafi właśnie z powodu czaru, być może w pierwszej chwili tej postaci wyda się, że trafiła w cel, a dopiero później zauważy, że przeciwnik nadal się porusza. W każdym razie, wiemy co jest bezpośrednią przyczyną niepowodzenia. Powiecie, że to można by sobie policzyć i podnosząc stopień trudności - pewnie tak, ale...

Kiedy Gracz osiąga krytycznego pecha (rzuca jedynkę, czy też same jedynki), Mistrz Gry ma używanie - dzieje się coś skrajnie nie po myśli Gracza. Jeśli jednak ma krytycznego pecha, a do tego modyfikator -2 do rzutu... cóż - pech jest jeszcze większy, gdy Gracz wyrzucił 0, -1 lub jeszcze mniej. I tutaj już warto uwzględnić modyfikator podczas rzutu, a nie podczas ustalania stopnia trudności, prawda?

Oczywiście istnieją modyfikatory, które dotyczą stopnia trudności, a nie rzutu. Tradycyjnie są to te wynikające z odległości strzału, albo działań przeciwnika. Warto jednak je rozróżniać i używać do tego, by nieco mieszać w głowach Graczy, wzbogacać swoje opisy i tworzyć nowe wątki. By wiedzieć co i dlaczego się udało lub nie - pomysły same wpadają do głowy. 

poniedziałek, 3 lutego 2020

Bohaterowie (jeszcze bardziej) Niezależni

Znacie ten problem, gdy w grze pojawiają się Bohaterowie Niezależni, których zadaniem jest pomaganie Graczom, którzy nieustannie kręcą się po jakiejś lokacji, ale pojawiają się przy Graczach kiedy są potrzebni? Zupełnie, jakby tylko na to czekali. A gdyby jednak dać BN-om ich własne życie, rodziny, problemy, zadania? Co wtedy?

Cóż, w takim przypadku mieli byśmy do czynienia z normalnie funkcjonującym człowiekiem, niemalże z przysłowiowej krwi i kości. Postacie niezależne stały by się ciekawsze i wielowymiarowe. Polecam podczas tworzenia BNa, poza statystykami i cechami, które mogą być Graczom przydatne, względnie tajnym planom, o których Gracze nie mogą wiedzieć (bo są zdrajcami, albo zwyczajnie nie są tymi, za których się podają), stworzyć także tło - rodzinę, powód przebywania w okolicy, cele, marzenia, pracę, zadania - wszystko to, co nie jest związane z losami Graczy. Tak, żeby dla BN-ów to nie Gracze byli najważniejsi, bo zapewne nie stanowią centrum ich życia. 

A jeśli znają się z Postaciami Graczy tak dobrze, że spieszą im z pomocą za każdym razem, to zapewne gdy będą w opałach, nie zawahają się prosić Graczy o pomoc. To może być ciekawy wątek poboczny, quest, albo zwykłą przeszkadzajka na drodze, która przyhamuje Graczy w dążeniu do celu. Niech Bohaterowie Niezależni żyją swoim życiem, a nie życiem Graczy! Stwórz jasne relacje i niech Gracze nie liczą zawsze i bezwzględnie na pomoc - BN też może kalkulować, wystraszyć się, zostać przekupiony - możliwości jest sporo.

Przykład:
Graliśmy kiedyś w Dzikie Pola. Wdawaliśmy się często w większe potyczki, które czasem wygrywaliśmy, a czasem przy sporych stratach własnych musieliśmy salwować się ucieczką. Mieliśmy jednak znajomego starostę, który zawsze spieszył nam z pomocą na czele swojej chorągwi. Starosta Maciej pojawiał się za każdym razem, ale... zawsze był nieco spóźniony. Dosłownie nigdy nie zdążył - ani razu. On miał jakieś ważne sprawy, które zawsze go zatrzymywały i nawet jeśli umawialiśmy się na konkretny dzień i godzinę, przybywał już po bitwie. Ale przyjeżdżał zawsze! 

Kiedy więc tworzysz Bohaterów Niezależnych, którzy mają pomagać drużynie Graczy, daj im trochę miecha. Niech nie będą papierowi, dwuwymiarowi. Tchnij w nich tę odrobinę życia, by nie sprowadzali się do zestawu cech. Niech zabierają głos w dyskusji, nie zawsze radząc dobrze. Niech będą denerwujący, małostkowi, kochliwi, niech mają wady i zalety, niech mają przekonania, niech ich wpływ na drużynę będzie także fabularny.