wtorek, 29 września 2026

Dlaczego nie gram?

Chociaż przygodę z RPG zacząłem ponad 3 dekady temu, to od prawie 20 lat nie jestem Graczem, a jedynie Mistrzem Gry. Nie wiem czy to "naturalna" sytuacja u innych. Znam osobiście osoby, które zawsze tylko grały, nigdy nie mistrzując, znam takie, które zasmakowały jednego i drugiego (przeważnie sprawdzając się i dobrze czując w jednej z tych ról) i znam osoby, które bardzo mało grały, sprawdzając się głównie jako Mistrzowie Gry. Sam grałem sporo, ale powoli dryfowałem w stronę bycia wyłącznie Mistrzem Gry i chyba udało mi się przeanalizować powody takiego stanu rzeczy. Postaram się je dzisiaj streścić.

Pierwszy powód to kwestia techniczna. W mojej podstawowej drużynie nikt nie ma ochoty być Mistrzem Gry. Kiedyś się czasem zmienialiśmy, ale od wielu lat pozostali członkowie naszej wesołej kompanii uznali, że nie mają tyle czasu, by przygotować przygodę tak złożoną jak te moje. Nie mają czasu na rysowanie map, obmyślanie fabuły, tworzenie Bohaterów Niezależnych. Z przyczyn technicznych uznaliśmy, że ja będę prowadził i tyle. Mógłbym pewnie być Graczem w jakiejś innej grupie, ale... na to z kolei mnie brak jest czasu. A zatem podstawową kwestią jest czas.

To jednak nie jedyny powód, jak zdałem sobie sprawę. Drugim powodem jest to, że będąc Graczem bywałem... przygnębiony. Przytłoczony. Wczuwałem się i stresowały mnie sytuacje bez wyjścia, mroczny klimat przygody, brak możliwości schronienia się i poczucia bezpieczeństwa w czasie przygód, które polegały na osaczeniu Graczy, ucieczce, spiskach. Moi przyjaciele nie podzielają tego odczucia, które ja miewałem nieustannie grając w scenariusze przez nich przygotowywane. Żadnego safe-house, żadnej chwili wytchnienia, ciągłe wypatrywanie zagrożeń. Bycie Graczem stresowało mnie o wiele bardziej niż bycie Mistrzem Gry. Oczywiście nie każda przygoda taka była, ale te kilka, które tak na mnie działały wystarczą, by stres był jednym z czynników odpowiadających na pytanie "dlaczego nie gram".


Trzecim powodem jest to, że mam o wiele za dużo pomysłów. Już będąc Mistrzem Gry muszę wiele z nich odrzucać i mam poczucie, że się marnują. Będąc Graczem odrzucałbym większość z dobrych pomysłów, bo nie byłoby możliwości ich wykorzystania. Pewnie wtedy wróciłbym do pisania opowiadań (nadal je pisuję, ale bardzo rzadko). Głowa pełna pomysłów odpowiada na pytanie czemu mistrzuję zamiast grać.

Ostatnim powodem jest to, że jako Gracz próbowałem wykonać bardzo dużo pracy nad postacią, jej charakterem, odgrywaniem, detalami (lubię kreować, więc mając do dyspozycji jedynie mały wycinek gry - swoją postać, tam właśnie wrzucałem wszystkie swoje pomysły i poświęcałem swój czas poza grą). Niestety - nie spotykało się to z odpowiedzią ze strony Mistrza Gry (ani drużyny). Nie miało to absolutnie żadnego wpływu na grę, a zatem było... bez sensu. Nie chciałem takiego stanu rzeczy. Tu zaznaczam, że mam nadzieję, że każdy pomysł Graczy na ich postacie staram się wcielać w życie i w jakiś sposób łączyć go ze światem Gry. Jeśli postać pali, co jakiś czas trafia na jakiś wyjątkowy tytoń, którego stara się spróbować. Jeśli ktoś chce odgrywać nieustraszonego, pozwalam mu na bonus (lub przerzut) rzutu za odwagę, o ile systematycznie podnosi ten atrybut z sesji na sesję. Jeśli ktoś chce wyglądać jak przestępca, policja dziwnie na niego patrzy, ale inni przestępcy pozdrawiają ukradkiem, a jeśli ktoś chce mieć uwodzicielskie spojrzenie, co jakiś czas dzięki udaje mu się przyciągnąć spojrzenia pań w ten sposób. Ja tego nie dostawałem, czułem to i być może dlatego samemu staram się brać pod uwagę także tę potrzebę Graczy.

Nie wiem, czy jestem Mistrzem Gry dlatego, że jestem lepszym MG niż Graczem. Być może. Nie umiem się ocenić. Nikt nigdy nie powiedział mi tego wprost. Grałem tak dawno, że trudno teraz silić się na ocenę. Wiem jedynie, że z Mistrzowaniem radzę sobie całkiem dobrze, więc przy tym pozostanę.

wtorek, 22 września 2026

Delikatne utrudnienie dla realizmu

Balansowanie stopnia trudności bywa trudne. Czy wymyślone zadanie / przeciwnik / interakcja / tajne przejście jest dopasowane do poziomu Graczy i postaci? Czy będzie stanowić wyzwanie, ale zarazem da się "przejść", czy będzie stanowić ścianę? O ile wiem, jest to problem bardzo powszechny wśród Mistrzów Gry, jednocześnie dość mało rozumiany przez Graczy (którzy często nie mają pojęcia o tym jak zaprojektowano dany scenariusz czy sesję, bo iluzjonista nie zdradza swoich sztuczek). Na swój użytek wymyśliłem rozwiązanie, które pozwala na wprowadzenie delikatnego utrudnienia każdej sceny, bez zmiany mechaniki. Wydaje mi się to na tyle kreatywnym rozwiązaniem, że warto je tutaj opisać.


Po pierwsze - wskazówki. Nie przepadam za "rzutem za percepcję / spostrzegawczość", jeśli chodzi o znajdowanie rzeczy istotnych dla przebiegu przygody. Zły rzut może sprawić, że dana wskazówka pozostanie pominięta, a często jest kluczowa i spędziłem dużo czasu by ją dopracować. Jej znalezienie powinno być trudne, ale możliwe i nie powinno zależeć od losowego rzutu. Wolę zatem stosować wskazówki rozproszone, z kilkoma drogami dotarcia do nich, wymagającymi pomyślenia i skojarzenia faktów. Podpowiedzi czy "wskazówki dotarcia do wskazówki" mogą jednak być wyraźniejsze lub mniej oczywiste - modulowanie tego czynnika wpływa na poziom trudności. Można to robić za pomocą słów kluczowych (jeśli osoba udzielająca wskazówki użyje tego samego słowa klucza, wskazówka będzie oczywista, ale użycie synonimu może sprawić, że będzie trudniejsza).

Po drugie - nie tylko słowa. Charakterystyczny gest, który wykonuje przesłuchiwany przy pewnym rodzaju pytań, albo przechodząc obok tajnego przejścia może być dyskretną wskazówką dla spostrzegawczych graczy. Wystarczy muśnięcie nosa czy ucha, wykonane przez Mistrza Gry (ważne, by ten gest nie był tikiem Mistrza Gry, ale umiejętnie odegraną maskaradą). Gracze zauważą, może skojarzą, poddadzą w dyskusję, zastanowi ich to. Taka podpowiedź to coś nowego, nietypowego. W końcu opisanie "kiedy zadajesz to pytanie, przesłuchiwany drapie się po uchu" powoduje, że gest ten jest nadmiernie eksponowany. Zażądanie rzutu i po jego wykonaniu powiedzenie "zauważyłeś, że podejrzany drapie się po uchu, kiedy poruszasz ten temat" też jest oczywiste. Kiedy jednak sam podrapiesz się po uchu przy odgrywaniu odpowiedzi podejrzanego, Gracz może (ale nie musi) zauważyć to jako coś niezwykłego i samemu przypisać wagę temu czynnikowi.

Po trzecie - podświadomość. Tak! Napisałem to. Użycie podświadomości spoza Gry do wpłynięcia na Graczy. Aż tak! No dobra - już piszę o co mi tutaj chodzi. Umieszczenie przedmiotu czy napisu w polu widzenia Graczy lub danie im do ręki jakiegoś przedmiotu zamiast go opisywać "to jest, jakby Ci to opisać... o, czekaj, mam - podajesz mały pierścionek - coś takiego". Gracz dosłownie ma rozwiązanie w dłoni. Ten napis, czy skojarzenie wiążące się z przedmiotem jest dyskretną wskazówką, którą Gracze wykorzystują, często nie wiedząc czemu. "Coś im się kojarzy", ale nie wiedzą, czy z tą Grą, czy z czymś innym. Czy coś spoza świata Gry w ogóle może mieć znaczenie? 

Wiele koszulek teraz ma na sobie losowe napisy. Polecam przyjrzeć się własnym koszulkom, oprzeć fragment scenariusza na kilku słowach, a następnie na konkretną sesję założyć konkretną koszulkę. Niech Gracze maja rozwiązanie przed oczami przec cały czas. Sam staram się zakładać na sesję koszulki związane tematycznie z klimatem gry (lub RPG samym w sobie). Prowadząc Cyberpunka, nosiłem często koszulkę z wielokrotnie napisanym, stylizowanym słowem "Cyberhype" na koszulce. Na jednej z sesji Gracze znaleźli ciało w zaułku za uliczką pełną barów i dyskotek. W zaułku znajdowały się tylne wyjścia z trzech miejsc - jednym z nich była dyskoteka "Cyberhype". Opisałem nawet jak wygląda neon przed wejściem (opisywałem napis na swojej koszulce, ale w nieoczywisty sposób). Gracze długo szukali tropu zanim jeden z nich, tuż przed końcem sesji zwrócił uwagę na napis na mojej koszulce. Czy miało to logiczny związek ze światem Gry? Nie wiem... może w tłumie był morderca w klubowej koszulce, pracownik dyskoteki? Czy było świetną zagadką do rozwiązania? Owszem! Efekt był odpowiedni, a sesja spędzona na poszukiwaniu śladów bardzo się Graczom podobała, nawet jeśli ten najważniejszy był w świecie realnym, a nie świecie Gry. A co do napisu - koszulkę zawsze można samemu zaprojektować...

wtorek, 15 września 2026

Najlepszy sposób na RPG

Czy istnieje jeden, jedyny, słuszny sposób na granie w RPG? Z czego wynikają spory między grupami? Dlaczego kiedy ktoś opowiada jaką świetną sesję przeżył, ktoś inny mówi, że on gra inaczej i lepiej? Czy w ogóle da się wycenić to, kto bawi się lepiej? Te pytania są poniekąd podchwytliwe, ale sposób odpowiedzi na nie zależy od kontekstu ich zadawania.

RPG należy do gier, w które gramy dla przyjemności, zatem to właśnie o przyjemność nam chodzi, kiedy zasiadamy do stołu. Oczywiście także dla przyjemności gramy na przykład w szachy, ale tu stosujemy sztywne zasady, gramy po to, by wygrać (bo zasady odniesienia zwycięstwa są jasno określone) i rywalizujemy w rankingach - względnych (na konkretnej imprezie lub w serii zwycięstw nad znajomymi) oraz bezwzględnym (ponieważ istnieje światowa "liga", w której można walczyć o ranking). W RPG zasady służą dobrej zabawie, cel rozgrywki nie zawsze jest tym, czym sie wydaje (chociaż drużyna przeważnie do jakiegoś celu dąży, to często sama sobie ten cel wyznacza), a i żadnego rankingu nie ma. Chodzi o to, by coś "przeżyć", czy raczej czegoś "doświadczyć" i mieć z tego frajdę. By miło spędzić czas.


A zatem najlepsza sesja to taka, która da nam maksymalnie dużo przyjemności. Rzecz jednak w tym, że każdy osiąga tę przyjemność w inny sposób. Prawie kazdy ceni w RPG inny aspekt rozgrywki. Cieszymy się z RPG zupełnie różnie. Ktoś lubi uczestniczyć w zadaniach grupowych, wymyślać sposoby na rozwiązanie problemu, planować i robić burzę mózgów. Ktoś inny lubi samą opowieść, dowiadywanie się kolejnych fragmentów i odkrywanie tajemnicy. Ktoś jeszcze inny chce poturlać kostkami, rozwijać postać i znajdować artefakty. Jeszcze inni lubią odgrywać postacie, prowadzić dialogi i opisywać stroje. Są też tacy, którzy lubią przyglądać się z boku, jak koledzy i koleżanki odgrywają, walczą i eksplorują. A skoro każdego bawi co innego, jak wycenić która sesja była lepsza, a która gorsza?

Od lat właściwie nie gram. Jestem Mistrzem Gry, a nie Graczem. Cieszę się z RPG wymyślając opowieści i obserwując jak Gracze radzą sobie z rozwiązywaniem problemów, które umieszczam na ich drodze. Cieszy mnie, kiedy widzę jaką frajdę daje Graczom i mam świadomość tego, że daję im możliwość uczestniczenia w czymś zupełnie niepowtarzalnym. To moja frajda. Jednocześnie uważam, by wszyscy inni mieli swoją. Znam moich Graczy (a jeśli bym ich nie znał, zrobiłbym wywiad, który robię wśród nowych grup). Uważam, że to powinność każdego Mistrza Gry, chyba podstawowa sprawa, by wiedzieć czego chcą poszczególni Gracze i przygotowywać sesję w taki sposób, by każdy dostał to, czego chce (a także by móc grać na emocjach, jeśli zachodzi taka potrzeba). Te potrzeby ewoluują i dobrze mieć to na uwadze, ale ogólnie rzecz ujmując chodzi o to, by każdorazowo pamiętać o tym, co najbardziej cieszy poszczególnych Graczy i dać im właśnie to - na każdej sesji. To jest, w mojej pinii najlepszy sposób na RPG.

Grać i Mistrzować można na różne sposoby i nie warto się obrażać na to, że ktoś to robi inaczej. Warto wiedzieć, czy dobrze się bawi, dlaczego tak jest i czy można to zaadaptować do siebie. To wszystko.

wtorek, 8 września 2026

Bez walki

Własnie skończyłem z moimi Graczami druga część długiego scenariusza (domyślnie mają być trzy części) i obyło się bez walki. Nie było finałowego bossa (w pewnym sensie), nie było epickiej sceny walki a jednak Gracze byli bardzo zadowoleni. Czy jesteśmy dziwni? Być może. Jednak nie każda konfrontacja musi oznaczać walkę. Są inne sposoby.


Obecny scenariusz jest oparty na eksploracji i rozwiązywaniu zagadek (a raczej łączeniu kropek, by odkryć kilka Wielkich Tajemnic, na których opiera się cała opowieść). Jest to złożona historia o upadku świata - o tym jak do tego doszło, czy da się to cofnąć i jak uniknąć powtórki w kolejnej rzeczywistości. Właśnie o taki scenariusz poprosili mnie Gracze i uznałem, że to świetny moment, by stworzyć fabułę, w której do przejścia dalej nie jest potrzebna walka. Dosłownie każdej walki dało się uniknąć, a te, które bywały wynikały raczej z misji pobocznych, nie mających bezpośredniego związku z głównym nurtem opowieści.

Gracze to zauważyli i od pewnego momentu rozwijają umiejętności z walką niezwiązane. Okazuje się, że pakowanie postaci ma sens tylko wtedy, kiedy da się wywalczyć drogę naprzód. Kiedy potrzeba umiejętności organizacyjnych, wyszukiwania faktów w starych księgach, znajomości kilku języków, tworzenia sieci zależności wśród bohaterów niezależnych i zdobywania wsparcia, postać rozwija się zupełnie inaczej. Może więc problem powergamingu nie jest spowodowany przez Graczy, a przez Mistrzów Gry?

Opowiedziałem swój scenariusz kilku osobom i wszystkie zgodnie powiedziały, że to materiał na książkę. Kilka dodało, że zazdroszczą moim Graczom możliwości uczestniczenia w opowieści i stopniowego odkrywania co, jak i dlaczego. To miłe. Planując przygodę nie sądziłem, że aż tak się rozrośnie. Szczerze mówiąc spodziewałem się, że Gracze zginą pod koniec pierwszej części, kiedy wyjaśniona była tylko część historii, a reszta pozostanie zawoalowana. Zaskoczyli mnie jednak tym, że... nie walczyli. Wykorzystali sposoby, rozmawiali, nawiązywali sojusze i "przeszli" przez finał unikając tej wielkiej, epickiej walki, która prawdopodobnie kosztowałaby ich życie. Dopisałem więc część drugą i trzecią (wolę trzy elementy od dwóch), ale poszedłem za ciosem i nie nastawiałem się na walkę. Dopowiadałem kolejne elementy układanki, rozwijałem opowieść, która wciągnęła Graczy. Części się domyślili, w części się mylili, bywali zaskakiwani, a czasem ich podejrzenia się potwierdzały. Cały czas jednak dążyli do poznania prawdy.

Koniec drugiej części wymagał od nich zrozumienia wielu składowych i postąpienia tak, jak trzeba. Rzecz w tym, że nikt nie dał im wskazówki wprost - musieli liczyć na to, że myślą właściwie. Bez potwierdzenia podjęli wielkie ryzyko. Udało się, więc teraz znają już właściwie całą tajemnicę. Rzecz w tym, że teraz czeka ich skorzystanie z tej wiedzy w odniesieniu do całego świata, a nie jedynie sprawdzenie "czy to działa". Nowe możliwości, nowe sposoby, nowe lokacje. Sam jestem ciekaw, czy uda im się rozwiązywać wszystko bez walki, czy tym razem będa musieli uciekać się do rozwiązań siłowych, bo przeciwnicy w środkach nie będą przebierać.

Zachęcam Mistrzów Gry do tworzenia opowieści, w których walka schodzi na dalszy plan - jest jedną z opcji, a nie tą domyślną. To wyzwanie, ale i ogromna przyjemność i myślę, że warto nauczyć siebie (i swoich Graczy) takiego grania, bo nie jest oczywiste. Ale czasem brakuje turlania... 

wtorek, 1 września 2026

Nie nauczysz się wszystkich zasad

Gram w RPG od ponad trzech dekad i prawie tyle samo mistrzuję. I nie znam wszystkich zasad, nawet jeśli chodzi o systemy, które regularnie prowadzę. I nie czuję potrzeby znać tych zasad. Dlatego jestem pewien, że i Ty nie znasz wszystkich zasad swojego ulubionego systemu i spieszę poinformować, że nie musisz. Z zasadami RPG jest jak z normą do betonu - ona istnieje nie po to, by ktoś się jej nauczył na pamięć, tylko by wiedzieć jak z niej korzystać. Jeśli zasada jest niezbędna - sięgnij do podręcznika (najlepiej przed sesją, na której spodziewasz się konieczności jej użycia, a jeśli musisz to i podczas sesji). Jeśli zasada nie jest niezbędna - postąp zgodnie z logiką.


Jeśli sprawdzenie zasad zatrzyma dobrze rozwijającą się akcję i wytrąci Was z grania, nie sprawdzaj, tylko zadecyduj. Możesz także rzucić propozycję i niech gracze potwierdzą, że zgadzają się z tym rozwiązaniem. A jeśli któryś z Graczy wie, jak napisano w zasadach - tym lepiej. Niech wspomoże Mistrza Gry podpowiedzią. Zatrzymywanie sesji po to, by upewnić się, że to działa dokładnie tak, jak opisano w podręczniku często nie ma sensu, więc... nie rób tego. Postaw na dobrą zabawę. I pamiętaj - jako Mistrz Gry zawsze możesz mieć ostatnie zdanie i podjąć decyzję zgodną z duchem sceny. Taką, która da najwięcej frajdy Graczom.

Książka jest pomocą, a nie przeszkodą, więc podręcznik należy traktować jako akcesorium, a nie wyrocznię. Realizm także bywa naginany (także dzięki zasadom), więc nawet jeśli tym razem postąpisz inaczej niż w takiej samej sytuacji innym razem - cóż, wyjątki się zdarzają. Czasem zdarzenie losowe potrafi zmienić sposób działania urządzenia, a mały kamyk spowodować, że upadek będzie bardziej bolesny.

W mojej opinii o wiele lepiej poznać mechanikę nowego systemu niż douczać się wszystkich, nawet tych niezbyt często wykorzystywanych i bardzo szczegółowych zasad jednego systemu. To daje o wiele większe pole do popisu, a często zasada z innego systemu świetnie sprawdzi się w konkretnej sytuacji na zupełnie innej sesji. Warto tylko upewnić się, że Gracz nie ma nic przeciwko i że nie doprowadził do konkretnego przypadku tylko dlatego, że liczył na rozwiązanie zgodne z jakąś zasadą opisaną w podręczniku - ale o to przecież możesz zapytać.