wtorek, 13 stycznia 2026

Dlaczego jestem Mistrzem Gry?

Niejako zapowiedziałem ten dzisiejszy tekst tydzień temu. I mógłbym odpowiedzieć krótko i zgodnie z prawdą: bo jestem w tym dobry. Nieskromnie, ale... tak jest. Postaram się jednak udzielić bardziej złożonej odpowiedzi.

Kiedy w pierwszej połowie lad dziewięćdziesiątych zaczynałem swoją przygodę (bardziej związek) z eRPeGami, w grę wchodziła tylo jedna osoba, która mogła podjąć się wyzwania Mistrzowania dla naszej grupy. Wszyscy byliśmy w tym nowi, zafascynowani, z zerowym doświadczeniem. Wszyscy lubiliśmy fantasy, science fiction i gry planszowe. Ale tylko jedną osobę kolektywnie obdarzaliśmy zaufaniem co do tego, że potrafi opracować, a następnie opowiedzieć nam historię w ten sposób, że wszystkich nas chwyci. Tą osobą nie byłem ja.

Ja na początku byłem graczem i trwało to przez wiele lat. Ale, że moja przygoda z RPG zaczęła się w czasach, kiedy w Polsce prawie nikt jeszcze o grach fabularnych nie słyszał, to siłą rzeczy wciągając znajomych z innych środowisk w eksperymenty RPGowe, musiałem zostać dla nich Mistrzem Gry. Sposobało mi się. Nabierałem wprawy, bawiło mnie wymyślanie nowych sposobów na dostarczenie rozrywki znajomym. Lubiłem bycie mistrzem ceremonii. Rozwijałem się więc w tym właśnie kierunku.

Lata mijały, zmienił się też skład "podstawowej grupy". Mój serdeczny przyjaciel, który na początku prowadził nasze sesje, zrezygnował z RPG, zajął się "życiem". Część z nas została i "bawiliśmy się" dalej. Skład ewoluował, ale trzon już pozostał. Zmienialiśmy się na fotelu Mistrza Gry, aż w pewnym momencie cała reszta stwierdziła: nie mam pomysłów, nie mam czasu, Tobie idzie to lepiej, na Twoich przygodach najlepiej się bawimy, etc. Mistrzowałem więc częściej i częściej, aż w końcu mistrzuje tylko ja. Reszta gra. I grają świetnie. Jak mieliby grać, skoro robią to przez większą część życia? Podobnie jak ja mistrzuję już ponad dwie trzecie życia... Nadal z wielką przyjemnością, nie wiem czy nie większą niż na początku.

Ja lubię opowieści, sporo czytam, uwielbiam poznawać najróżniejsze historyjki, słuchać o rzeczach, które przydarzyły sie ludziom w życiu. Lubię też opowieści tworzyć, opowiadać, łączyć wątki i... pisać. Zwyczajnie opisywać ludzi, miejsca, wydarzenia. Nie wiedziałem nawet, że robię to wyjątkowo dobrze, jak na naszą grupę oczywiście. Rzecz w tym, że patrząc wstecz, faktycznie te wymyślone przeze mnie przygody były jakieś ciekawsze, bardziej złożone, absorbujące i w gruncie rzeczy bawiące całą naszą wesołą gromadkę. Ale to dlatego, że ja naprawdę lubię je opowiadać. I bardzo lubię, kiedy inni wplatają w nie coś od siebie, kształtują kierunek opowieści, "zmuszając" mnie do tego, bym poprowadził fabułę w określonym kierunku, opisał właśnie ten kawałek świata, o którym Gracze chcą słuchać.

Bardzo dawno temu nauczyłem się tej bezstronności, która sprawia, że Gracze mają do mnie zaufanie. Do mnie i do opowieści, którą im podsuwam. Czasem (nawet często) dzieje się w tych historiach coś, co nie jest po ich myśli, co nie jest takie, jakie sobie wymyślili, z czym muszą się mierzyć, ale wiedzą, że to nie złośliwość, a wyzwanie, którego rozwiązanie da im satysfakcję, czy wygrają, czy odniosą porażkę. W mojej ocenie zaufanie drużyny w bezstronność Mistrza Gry, w jego dobre intencje względem zabawy i sprawiania frajdy całemu zgromadzeniu to cecha, bez której nie można się obejść.

W końcu czas - nie wiem jak to się stało, ale nigdy nie było mi żal poświęcania dużych porcji wolnego czasu na to, by pisać kolejne wątki fabularne, rysować mapy, spisywać lokacje, przeciwników i tworzyć bohaterów niezależnych. A czas przy tworzeniu przygody popłaca - każda rzecz, której poświęci się godzinę, zaowocuje jedną, dwiema wspaniałymi, długimi sesjami, podczas których jest co robić, jest co zwiedzić i jest się czym bawić.

Podsumowując, dobry mistrz gry powinien:
  • posiadać zamiłowanie do poznawania i tworzenia interesujących historii,
  • cieszyć się zaufaniem Graczy,
  • być bezstronnym i mieć na uwadze dobrą zabawę,
  • mieć czas na przygotowanie przygody i każdej sesji z osobna.
Resztę załatwi trzydzieści lat doświadczenia ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz